piątek, 21 grudnia 2012

Już przedświątecznie...

Zacznijmy od remanentów. Wiemy, że z opóźnieniem, ale naprawdę szczerze dziękujemy za kolejne wyróżnienie naszego bloga. Tym razem Weasel (tutaj) pomimo naszych ostatnich blogowych zaniedbań i opóźnień doceniała nasze wysiłki i obdzieliła takim oto sympatycznym banerkiem:


 A oto nasze odpowiedzi na Twoje pytania:

1. Osobowość spokojna czy żywiołowa?
Spokojna, choć czasami eksploduje
2. Film czy książka?
Książka. Rozwija wyobraźnię.
3. Kawa czy herbata?
I jedno i drugie, ale bardziej jednak herbata.
4. Ulubiony zapach?
Zapach mokrej ziemi na wiosnę
5. Morze czy góry?
Góry. Uczą pokory.
6. Spotkanie z przyjaciółmi czy relaks w domu?
To drugie.
7. Najśmieszniejsze wspomnienie z dzieciństwa?
Hm... 
8. Co Cię najbardziej wkurza?
Bylejakość.
9. Ulubione danie?
Founde (serowe)
10. Samochodem czy na piechotę?
Samochodem. Z konieczności.
11. Na co poświęcasz najwięcej czasu w ciągu dnia?
Na pracę. Też z konieczności.

Najtrudniejszy element zabawy, czyli nominowanie kolejnych blogów do wyróżnienia zawsze sprawia nam najwięcej problemów, Najchętniej wyróżnilibyśmy wszystkie blogi. Więc może innym razem, w mniej zabieganym czasie, niż ten przedświąteczny.

No właśnie... Święta... Nasze przygotowania już w pełnym toku, za chwilę wyruszamy po miłych, świątecznych gości, więc czasu już na blogowanie raczej nie będzie. Pozwólcie zatem już teraz złożyć sobie najlepsze, świąteczne życzenia: przede wszystkim zdrowia, a potem:  wszelkiej pomyślności, wszystkiego udanego, radości, pogody, uśmiechów, wspaniałych pomysłów i w ogóle wszystkiego najlepszego. A samych Świąt: ciepłych, rodzinnych i serdecznych. A w Nowym Roku - nowych inspiracji, jeszcze wspanialszych pomysłów i jak najwięcej satysfakcji. Słowem - wszystkiego najlepszego.






sobota, 1 grudnia 2012

Wróżka Błękitka

Przede wszystkim miło nam powitać nowych obserwatorów (raczej obserwatorki) naszego bloga i - mamy nadzieję naszych poczynań. Bardzo nam miło :-)

A na lamusikowym warsztacie kolejna laleczka. Tym razem na zamówienie i to bardzo konkretne (sporo ostatnio tych zamówień, ale to cieszy). "Dzieło" już ukończone, więc możemy o nim napisać.
Laleczka nie jest duża, wszystkiego ma 18 cm wysokości, ale stoi na uwaga: pozytywce!. Tak, tak, na najprawdziwszej pozytywce, takiej nakręcanej kluczykiem i wygrywającej melodię. Nazwaliśmy ją Wróżką Błękitką, bo nasza panienka mam na sobie błękitne ubranie, oczywiście własnoręcznego (w właściwie - własnomaszynowego) szycia i jak na prawdziwą wróżkę przystało - błękitne skrzydła.
Trochę szczegółów technicznych. Laleczka wykonana została z termoutwardzalnej masy plastycznej CERNIT. Modelowany z niej korpus laleczki umieszczony został na wykonanym wcześniej drucianym szkielecie, następnie, po odpowiednim uformowaniu całej figurki - praca została poddana wypaleniu w kuchennym piekarniku (110-130 stopni, przez ok. 30 min.). Po tym procesie masa, która przedtem dawała się bez problemu formować i modelować - staje się twarda i niepodatna na obróbkę. Po wypaleniu figurka została poddana wykończeniu czyli pomalowaniu oczu, ust, paznokci i innych szczegółów oraz - zyskała blond włosy - (specjalnie nabyte włosy dla lalek firmy Rayher). Następnie przystrojona została w błękitną kreację i zajęła miejsce na pozytywce. Pozytywka z kolei pochodzi z "odzysku". Po prostu pewna stara zabawka zakończyła już swój żywot, ale pozytywka, która była jej częścią zyskała nowe życie. Oczyszczona, odmalowana i ozdobiona błyskotkami kontynuuje swoją misję zabawiania dużych i małych dzieci :-).
Zresztą, co tu dużo pisać. Zamieszczamy kilka fotek i nie tylko.

A oto nasza Wróżka Błękitka.

Korpus laleczki powstał na takim oto drucianym szkielecie.

Szkielet należało przed nałożeniem masy
odpowiednio uformować.

A oto i gotowa figurka, już ustawiona
na starej pozytywce.

Jeszcze tylko zbliżenie...
(przepraszamy, że trochę mało ostre)

A na koniec zobaczcie (i posłuchajcie).

video
Nagranie wyszło nam "horyzontalne", ale co to w końcu szkodzi :-)
Pozdrawiamy :-)

niedziela, 25 listopada 2012

Świąteczne ozdoby

Zbyt wczesne eksploatowanie tematów świątecznych nie każdemu przypada do gustu. My sami nie przepadamy za pobłyskującymi świątecznymi światełkami, pyszniącymi się choinkami czy melodyjnymi kolędami, rozbrzmiewającymi w supermarketach już w .... listopadzie.
No, ale jednak Święta coraz bliżej... tego nie da się ukryć.
W tym roku, po raz pierwszy przygotowania do Świąt oznaczają dla nas nie tylko kupowanie prezentów, gromadzenie świątecznych zapasów wszelakich smakowitości czy wzmożoną aktywność kulinarną, aby sprostać świątecznej tradycji i nie zblamować się przed rodzinką. W tym roku po raz pierwszy czujemy zbliżanie się tych najpiękniejszych dni w roku także i w naszej lamusikowej pracowni. Co prawda już rok temu, przed samymi Świętami ślęczeliśmy nad kilkoma przeznaczonymi dla najbliższych bombkami, także nad podświetlaną bożonarodzeniową szopką, ale to jednak było ledwie kilka sztuk, ot skromne upominki dla najbliższych. W tym roku, o dziwo, mamy całkiem sporo zamówień na nasze ozdobne, świąteczne bombki i musimy się nieźle wyrabiać, aby wszystkie przygotować na czas. Ale to miłe, mieć świadomość, że nasza praca się komuś podoba.
No więc słów kilka o tych bombkach. Nasze bombki w założeniu nie są przeznaczone na choinkę, chociaż oczywiście mogą służyć także i do przyozdobienia świątecznego drzewka. Musiałoby to być jednak drzewko dość solidne, bo bombki mają 16, 14 i 12 cm średnicy i w zasadzie pomyślane są jako zupełnie samodzielne ozdoby do np. postawienia na świątecznym stole.
Bombki wykonane zostały w gotowych kulach z przezroczystego akrylu o podanych wyżej średnicach. W ich wnętrzu umieszczone zostały wymyślone przez nas motywy ozdobne, które czasem zostały wykonane samodzielnie, czasem są to po prostu kupione przy okazji figurki, czy inne miniozdóbki. Całość okraszona obficie imitacją śniegu... Wygląda to mniej więcej tak: 

Ozdobne bombki, niekoniecznie dla ozdoby choinki.

Komplecik dwóch bombek z figurkami kolędników.
Jeden z nich niesie gwiazdę, drugi gra na harmonii.

Komplecik z figurkami łyżwiarzy.

Bombka z Aniołkiem...

I jeszcze jeden Aniołek w bombce.

Bombka z domkiem w zimowej szacie.
Pierwsza z całej serii.

I kolejna bombka z domkiem.

A tutaj w bombce nie tylko domek, ale i przed nim bałwanek.


To praca na specjalne zamówienie.


Podobnie jak i ta bombka z banerkiem w środku.

Jak już wspomnieliśmy, większość z tych prac powstała na zamówienie i niebawem pojedzie do swoich nowych właścicieli. Gdyby jednak ktoś był zainteresowany, to komplecik z kolędnikami i łyżwiarzami (fot. 2 i 3) jest do wzięcia od ręki, a pozostałe - do wykonania - w końcu do Świąt jest jeszcze trochę czasu. Ewentualnie zainteresowanych prosimy o kontakt mailowy.
Pozdrawiamy :-)

sobota, 17 listopada 2012

Koszałek Opałek

Co prawda w blogowaniu się nieco ostatnimi czasy zapuściliśmy, ale za to w pomysłach i ich realizacjach niekoniecznie. Zanim nadszedł gorący okres przygotowań świątecznych ozdób (o nich za niedługo) pozostaliśmy jeszcze przy tak mile zapamiętanych z dzieciństwa klimatach lalkowo-baśniowych. Po Plastusiu zamarzyła nam się jeszcze jedna postać z krainy baśni - tym razem pani Marii Konopnickiej - Koszałek Opałek - krasnoludek, nadworny kronikarz króla krasnoludków Błystka, który - jak wszyscy pamiętamy - wyszedł szukać wiosny i nie zdążywszy wrócić przed zimą - pozostał wśród ludzi.

Koszałek Opałek według Lamusika Kamusi

Koszałek Opałek, został wykonany w Lamusiku od początku do końca. Powstał z samoschnącej masy FIMO, z której ulepiona została głowa, wymodelowana twarz, a także rączki i nóżki lalki. Korpus jest po prostu uszyty z materiału. Twarz została wykończona poprzez wymalowanie takich jej elementów jak oczy, czy usta. Włosy i długa, siwa broda (obowiązkowa dla Koszałka) powstać miały z waty, ale ostatecznie zdecydowaliśmy się na wełnę i anielski włos, który w tej roli sprawdził się nadspodziewanie dobrze.
Własnoręcznie też wykonaliśmy ubranko dla naszego krasnoludkowego kronikarza. Oczywiście zgodnie z tym, jak sobie Koszałka wyobrażaliśmy. Obowiązkowo też musieliśmy wyposażyć go w pióro, które pierwotnie miało być oryginalnym bocianim piórem, ale okazało się za duże dla krasnoludka i księgę, w której Koszałek zapisuje wydarzenia, których jest świadkiem. W tej roli - miniaturowy słownik angielsko-polski i polsko-angielski z uwaga... 1923 roku (sic!). Niestety, nie starczyło już czasu na stworzenie naszemu Koszałkowi odpowiedniego otoczenia. Dlatego siedzi tylko na kawałku dębowej kory, a swoją kronikę wspiera na grzybku. Ale jak tylko uporamy się z tym, co szykujemy na Święta, postaramy się aby nasz Koszałek znalazł się w odpowiednim dla siebie otoczeniu. Chyba na to zasługuje.

Koszałek Opałek - niestrudzony kronikarz z krainy krasnoludków.

A tak wygląda nasz Koszałek w całej okazałości.

I nieco inne ujęcie...

Zbliżenie twarzy i koszałkowego pióra

I na pożegnanie - spojrzenie
w koszałkowe oczy.

I jak Wam się podoba? Pozdrawiamy :-)

czwartek, 15 listopada 2012

Po dłuższej przerwie

Witamy po nieco dłuższej przerwie.

Przepraszamy, ale przez chwilę musieliśmy zająć się nieco innymi sprawami... Czasem tak bywa.
Ale już jesteśmy i:

- Miło nam donieść, że nasz makowy komplet bolimowskiej ceramiki (pisaliśmy o nim tutaj) przyczynił się do wzbogacenia "skarbonki" do której rodzice Piotrusia zbierają środki na jego operację, o czym wspominaliśmy w poprzednim poście. Cieszymy się bardzo, że choć w ten skromny sposób mogliśmy pomóc, trzymamy mocno kciuki, życzmy powodzenia i zdrowia.

- Cath z blogu Lavender and Rose stories bardzo dziękujemy za wyróżnienie. To dla nas prawdziwy zaszczyt, tym bardziej, że Cath po raz drugi już uznała nasz blog za godny wyróżnienia. Dziękujemy!

- Za wyróżnienie dziękujemy także J. z blogu Ręcznie malowane. Tak się jednak złożyło, pewnie przez nasze zaniedbania w prowadzeniu naszego skromnego zapiśnika w sieci (czyli tego bloga), że otrzymaliśmy to samo sympatyczne wyróżnienie, którego wyrazem jest ten oto banerek:


Zasady wyróżnienia są następujące: „Nominacja do Liebster Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za "dobrze wykonaną robotę" Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów więc daje możliwość ich rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz ich o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował."

Zatem, aby uczynić zadość zasadom zabawy - oto pytania Cath i nasze odpowiedzi:

1. Kot czy pies? - I pies i kot... a nawet i dwa koty
2. Wypoczywasz w górach czy nad morzem? - Wszędzie. gdzie jest pięknie
3. Wolisz pisać piórem czy długopisem? - Piórem... tylko piórem...
4. Ulubiony serial? - Siedlisko (dawne czasy)
5. Jaki kolor ścian najbardziej lubisz? - Ciepły
6. Długi sen czy długa kąpiel? - Długi sen po długiej kąpieli
7. Jakie są Twoje ulubione kwiaty? - Malwy
8. Jaki jest Twój ulubiony zapach? - Zapach wiosny
9. Smak z dzieciństwa? - Sernik
10. Który Bond jest według Ciebie najlepszy: S. Connery, R. Moore, P. Brosnan, D. Craig, inny? - P. Brosnan
11. Łyżwy w zimie czy rolki latem? - Ani to, ani to. Zimą narty biegowe, latem - rower.

A oto pytania od J. i oczywiście odpowiedzi na nie:

1. Kot czy pies? - Jak wyżej. Pies i dwa koty :-)
2. Kawa czy herbata? - I jedno i drugie. Herbata do śniadania, kawa nieco później
3. Ulubiony kolor - Wszystkie ciepłe kolory
4. Ulubiona pora roku - Wiosna :-)
5. Lody waniliowe czy czekoladowe? - Waniliowe !
6. Kino czy teatr? - Teatr jest bardziej magiczny
7. Wymarzone wakacje/urlop spędzę w....? - Nie w... (czyli nie ważne gdzie), ale z... (czyli z kim...)
8. Sprzątanie czy gotowanie? - z konieczności i jedno i drugie
9. Jaki film polecasz obejrzeć? - hmm... no nie wiem...
10. Co koniecznie trzeba zobaczyć w miejscu skąd pochodzisz lub gdzie mieszkasz? - po prostu to miejsce
11. Nie wychodzę z domu bez...? - swoich okularów, to na pewno, a poza tym paru innych rzeczy, ale to zależy od okoliczności.

Za banerki ślicznie raz jeszcze dziękujemy, nad naszymi nominacjami musimy się chwilę zastanowić (najchętniej wyróżnilibyśmy wszystkich!). Solennie obiecujemy poprawę w regularności zamieszczani nowych wpisów na blogu, a niebawem już - zaprezentujemy nasze nowe pomysły ich realizacje...
Pozdrawiamy serdecznie :-)

wtorek, 23 października 2012

Aukcje dla Piotrusia

Agnieszka prowadząca blog "Hand made by mama" napisała na swoim blogu o kłopotach ze zdrowiem chłopca o imieniu Piotruś (banerek z boku, a apel Agnieszki - tutaj). Agnieszka umyśliła sobie, że można by pomóc Piotrusiowi także poprzez zorganizowanie aukcji przedmiotów, które "dobre dusze" zechciałyby na taki szczytny cel przekazać.
Pomysł nam się spodobał, więc z przyjemnością przyłączamy się do akcji Agnieszki, a wszystkich, którzy w swoich pracowniach, biurkach, komódkach, szkatułkach i innych zakamarkach mają coś co mogłoby się przyczynić do nieznacznego chociaż powiększenia piotrusiowego konta prosimy o skontaktowanie się z Agnieszką za pośrednictwem jej bloga. Każda rzecz na pewno będzie mile widziana.


Robicie takie piękne rzeczy, niech posłużą też pięknemu celowi!!!

A u nas chwilowy zastój, mamy teraz inne sprawy na głowie, ale już niedługo blog na powrót ożyje.
Pozdrawiamy :-)
 

sobota, 13 października 2012

Urodzinowa kartka

Dzisiaj nietypowo, bo w Lamusiku scrapkowanie i cardmaking jeszcze nie gościły. No to pora na ten pierwszy raz. Tak się złożyło, że akurat nasza latorośl obchodzi urodziny, więc tym razem zamiast dowcipnego maila postanowiliśmy przygotować coś bardziej finezyjnego.
Wykorzystując jeden z wielu dostępnych w handlu gotowych zestawów do przygotowywania okolicznościowych kartek (akurat tak się złożyło, że było to zestaw... walentynkowy) kilka dostępnych w każdym domu drobiazgów oraz własne głowy, stworzyliśmy coś takiego:

Pierwsza lamusikowa kartka...

Kartka została wykonana na bazie arkusza papieru metalizowanego w kolorze srebrnym, który w świetle efektownie połyskuje (nota bene arkusz ten to Nagroda od Szuflady).

Wewnętrzne strony kartki

Okładkę kartki ozdobiliśmy w taki oto sposób, wykorzystując elementy gotowe zawarte w nabytym zestawie, ale także dodając  kilka własnych (np. białe podkładki pod kwiatuszki i zielone, ususzone gałązki)

Okładka

Wnętrze kartki wypełniliśmy czerwonym kartonem, na który z kolei nakleiliśmy zawarty w nabytym zestawie papier o giloszu w delikatnie różowym kolorze.

Pierwsza z wewnętrznych stron naszej kartki...

... i strona druga, z wierszowanymi życzeniami
autorstwa własnego :-)

I na koniec raz jeszcze rzut okaz na całość:

Kartka gotowa do "ekspedycji".

Wszystko w porządku, więc kartka natychmiast po wykonaniu i obfotografowaniu w celach dokumentacyjnych powędrowała do specjalnej koperty, a następnie została specjalnym kursem dostarczona na pocztę, skąd "priorytetem" poooooooleciała do solenizantki.
Na poczcie prosiliśmy tylko pana, żeby stempel na kopercie przystawiał bardzo delikatnie. Tak też uczynił, za co Panu z poczty bardzo dziękujemy :-)

poniedziałek, 8 października 2012

Elektryczne dłuto, końska głowa i... miła niespodzianka

Najpierw musimy się pochwalić. Nasz blog został doceniony i wyróżniony przez Cath (tutaj znajdziesz jej blog) bardzo sympatycznym wyróżnieniem,



Szczerze mówiąc jesteśmy trochę zaskoczeni, ale milo zaskoczeni. Bardzo się cieszymy, że ktoś dostrzegł nas i nasze "dziełka". Wielkie, wielkie dzięki, Cath... 
Oczywiście do zabawy się przyłączamy i już myślimy na tym, komu by ten nagrodowy obrazeczek przekazać. Jak już zdecydujemy, oczywiście ogłosimy to na blogu. A na razie - raz jeszcze dziękujemy :-)

***

Żeby nie było, że tylko się chwalimy, to teraz wróćmy do codzienności. A jej szarość ubarwiliśmy sobie ostatnio nabyciem (zupełnie przypadkowym i nieplanowanym zresztą) przyrządu, który opisany został przez sklepowy personel jako elektryczne dłuto. Wygląda to coś mniej więcej tak:

Nasz nowy nabytek do lamusikowej pracowni - elektryczne dłuto.

Cena nie byla zbyt powalająca, więc zdecydowaliśmy się zakupić to cudo.
Urządzenie okazało się poręczne, dobrze trzyma się w dłoni, wygodnie nim się pracuje. Wyposażone jest w trzy wymienne końcówki: jedną płaską i dwie półkoliste, którymi rzeczywiście pracuje się jak normalnym dłutem. Działa na zasadzie udaru końcówki. Praca z tym przyrządem jest całkiem przyjemna.
Oczywiście nowy nabytek musiał jak najszybciej przejść "chrzest bojowy". Padło na starą deską, która ze względu na pęknięcie wykorzystywana była dotychczas głównie jako podkładka i próbnik do testowania kolorów różnych bejc, farb czy lakierów. Z pierwszej lepszej serwetki, jaka była akurat pod ręką wzięliśmy motyw końskiej głowy i przenieśliśmy go na powierzchnię deseczki. Potem już tylko: "hej dłuto w dłoń" i tak oto powstało coś takiego.

Końska głowa wyryta w powierzchni drewna
naszym nowym nabytkiem.

Dal porządku dodaję, że deska przed rozpoczęciem pracy była surowa, a ciemny kolor jest wynikiem pokrycia jej powierzchni bejcą do drewna, oczywiście z wyjątkiem rysunku motywu końskiej głowy.
Praca spodobała się nam na tyle, że postanowiliśmy końską głowę, co nieco "uładnić" poprzez przygrzanie jej rysunku tu i ówdzie wypalarką do drewna.

I wyszło nam coś takiego...

Praca ta została wykonana na szybko, więc pewnie jest nie tylko trochę niedopracowana. Ale i nie zamierzamy się nią chwalić, tylko chcemy podzielić się najnowszymi nowinkami z naszej pracowni. 
Bo każda nowa rzecz, która poszerza nasze możliwości po prostu cieszy. Pozdrawiamy.

sobota, 6 października 2012

Pierrot

Nie tak dawno pisaliśmy i prezentowaliśmy Plastusia i jego piórnikowe mieszaknie. Pozostaniemy jeszcze w klimatach nie całkiem realnych postaci, które przywołują wspomnienia naszego dzieciństwa. Pierrot... Wiecznie smutna, wiecznie zakochana postać wywodząca się z włoskiej comedia dell'arte. W inscenizacjach występował jako mim, o wyrazistej symbolice - idealnie biała twarz (podobno pobielona mąką) biały strój w czarne grochy lub z czarnymi guzikami, duże, wyraziste oczy z wielką czarną łzą. Postać smutna i romantyczna zarazem, często występująca z gitarą lub mandoliną. W czasach, kiedy w sklepach z zabawkami królowały najróżniejsze lale, lalki i laleczki, Pierrot zajmował wśród nich poczesne miejsce. Do dziś pamiętam wielkie wystawowe okno, za którym siedział sporych rozmiarów Pierrot w towarzystwie Arlekina (to dwie rózne postacie) i przepięknej Colombiny.
Dlatego kiedy postanowiliśmy wreszcie spróbować swych sił także w zrobieniu najprawdziwszych lalek pierwszym pomysłem był oczywiście Pierrot. Lalki zresztą chodziły nam po głowie od dawna, podczas wizyt w empikach i księgarniach, wertowaliśmy wydawnictwa w których znaleźć można wykroje, wzory, opisy. W jednym z nich (Soft Dolls) trafiliśmy na łudząco podobną do naszego wymarzonego Pierrota lalkę o nazwie Pulcinella. Postanowiliśmy skorzystać z zawartych tam wykrojów i wzorów i wreszcie urzeczywistnić nasze Pierrotowe zamiary.

Magazyn "Soft Dolls"...

... i Pulcinella, która była inspiracją dla naszego Pierrota

Największym wyzwaniem było oczywiście zrobienie głowy. i wymodelowanie rysów twarzy. Po długim eksperymentowaniu zdecydowaliśmy się na papier maché. Dla tych, którzy zdecydują sie na eksperymenty z tym tworzywem, uprzedzamy, że kluczowy jest rodzaj użytego do wykonania masy papieru. Najlepszy jest papier gazetowy, powinien być dość nasiąkliwy, ale jednocześnie nie - nazwijmy to - ligninowaty. Nie nadaje się do tego celu większość współczesnych papierów toaletowych, w których papieru jest jak na lekarstwo. Jeżeli już to papier toaletowy, ale taki tradycyjny, szary, najtańszy... Zresztą przepisy na wykonanie różnych rodzajów masy papierowej bez trudu można odnaleźć w internecie.
Po wielu próbach udało się wreszcie stworzyć twarz naszego Pierrota, która po wyschnięciu okazała się na tyle twarda, że nadawała się do wykorzystania jej w lalce, jednocześnie zaś na tyle plastyczna, że jest delikatna w dotyku i nie wywołuje wrażenia nienaturalnej sztywności czy twardości.
Reszta była zdecydowanie łatwiejsza... Korpus lalki został uszyty z materiału, według zawartych w piśmie wykrojów i wypchany wypełniaczem ze starej poduszki. Ubranie zostało uszyte osobno i lalka została w nie po prostu ubrana. Buciki wykonaliśmy z kawałków czarnego filcu, a całość zwieńczyła czarna czapeczka z białymi guziczkami i piórkiem :-) Ostateczny wygląd nadało naszej lalce wykończenie polegające na pomalowaniu twarzy w odpowiednie kolory, które nadały jej charakterystycznego, pierrotowego wyglądu.
Ostatnim etapem pracy było wykonanie gitary, która została wycięta z grubej płyty mdf. Po wycięciu odpowiedniego kształtu gitara została przyciemniona bejcą do drewna a następnie w odpowiednie kolory pomalowano pudło rezonansowe i jego otwór, oraz gryf i znajdujące się na nim progi. Struny to po prostu cienka żyłka przeciągnięta nad gryfem, tak jak w prawdziwej gitarze.
Na koniec nasz Pierrot został przystrojony w czarną kryzę i to była "kropka nad i".
Uff... Nie było lekko, ale chyba się opłaciło. Oceńcie sami...

A oto i nasz Pierrot w całej okazałości.

Z nieco innej perspektywy.

Pierrot stojący z gitarą przy nodze.

Wiecznie smutny, romantyczny,
nieszczęśliwy...

... zawsze z wielką, czarną łzą spływającą z oka...

... wygrywa na swojej gitarze smutne serenady.

To nie była łatwa praca. Ale dała nam naprawdę wiele satysfakcji. Już kiełkuje w nas zamiar dodania samotnemu Pierrotowi jakiegoś towarzystwa.
A na razie jako, że przy tej lalce igła z nitką się natańcowały, oj natańcowały niemało, zgłaszamy naszego Pierrota na szufladowe wyzwanie "Tańcowała igła z nitką" (tutaj link).


środa, 3 października 2012

Trzy róże

Z wielką radością witamy kolejnych obserwatorów naszego bloga. Bardzo dziękujemy i zapraszamy jak najczęściej do odwiedzin w naszych skromnych progach :-)
A teraz do rzeczy. Kilka dni temu rzuciła się na nas w sklepie deska do krojenia. Ładna, gładka, niesłojowata i niesękata, z rowkiem dookoła brzegu. Idealna do wypalenia na niej czegoś ładnego. Deseczka nie była droga, więc nie zrujnowała naszego lamusikowego budżetu. Kiedy już znalazła się w pracowni, rzuciła się nam w oczy serwetka z motywem trzech róż, ułożonych w kolistym kształcie. Idealny motyw do ozdobienia okrągłej deski.

Serwetkowy motyw trzech róż posłuży nam do stworzenie
wypalanego w drewnie obrazka.

Pomysł gotowy, więc do pracy. Jednym z ważniejszych etapów jest przeniesienie szkicu motywu na powierzchnię drewna. Od tego jak dokładnie to zrobimy w dużej mierze zależy efekt całej pracy. W tym wypadku posłużyliśmy się wydrukiem zeskanowanej serwetki i przeniesieniem zarysów konturów na drewno za pomocą kalki maszynowej (nie technicznej). Ponieważ pozostawia ona dość mocny ślad, dobrze jest podłożyć pomiędzy wydruk a kalkę np. karton z bloku technicznego, co powoduje, że szkic na powierzchni drewna jest zdecydowanie bardziej delikatny. Po naniesieniu konturów, ołówkiem (najlepiej dość twardym) szkicujemy pozostałe szczegóły rysunku, który będziemy wypalać. Kiedy już rysunek naszego motywu mamy gotowy, możemy przystąpić do wypalenia rysunku w powierzchni drewna. W wypadku tej pracy najpierw wypalone zostały kontury zewnętrzne i najgrubsze linie kształtów. Następnie pozostałe szczegóły rysunków. Kiedy już rysunek konturów był gotowy, można było wypełnić ich wnętrze odpowiednim cieniowaniem, polegającym na większym lub mniejszym przyciemnieniu drewna przy pomocy grotu wypalarki. Chodziło o uzyskanie efektu poodobnego nieco do fotografii nazywanej potocznie czarno-biała, która jednakże w istocie jest fotografią w tzw. skali szarości. To dość skomplikowana i wymagająca sporej uwagi czynność gdyż powierzchnia drewna nie jest jednolita i w różnych miejscach różnie reaguje na rozgrzany grot wypalarki. Kiedy już powierzchnie wewnątrz rysunku są odpowiednio pocieniowane, kończymy pracę z wypalarką dokonując ostatniego szlifu poprzez mocniejsze podkreślenie niektórych konturów. Po zakończeniu wypalania dobrze jest wypalony rysunek pokryć bezbarwnym lakierem, co nada pracy charakterystycznego połysku, a poza tym zabezpieczy drewno przed wpływem niezbyt korzystnych dla niego czynników, np. wilgoci...
A oto efekt naszych zabiegów:

Ten sam motyw wypalony na drewnianej powierzchni
deski do krojenia.

I taka oto deseczka do krojenia zawiśnie sobie w naszej nowej (tzn. starej, ale po nowemu urządzonej) kuchni. Ale to jeszcze, bo kuchnia, jak na razie jeszcze się wymyśla :-)
A tak przy okazji. Kiedy powstawał komplecik na "ziołowe" wyzwanie szuflady, zrobiła się - niejako przy okazji właśnie - taka oto herbaciarka.


O tyle ciekawa, że na wieczku zamiast motywu herbacianego jest... sami widzicie co. Ale akurat taka serwetka była pod ręką...


Za to w środku, już wszystko się zgadza. Ale co tam... Bywają dziwniejsze rzeczy na tym świecie...
Pozdrawiamy :-)

wtorek, 2 października 2012

Co za dzień... :-)

Dobry dzień dla Lamusika.
Po pierwsze (wymieniam w kolejności chronologicznej) - nasz blog doczekał się pierwszego obserwatora :-). Witamy, dziękujemy, postaramy się nie zawieść :-).
A po drugie - kolejny lamusikowy pomysł został doceniony przez zacne szufladowe grono i znalazł się w prześwietnym gronie pięciu wyróżnionych prac szufladowego wyzwania pt. "Pierwszy dzwonek". Bardzo dziękujemy za wyróżnienie, i gratulujemy wszystkim, którzy wzięli udział w zabawie, bo prace naprawdę wspaniałe. Oczywiście wszystkich bardzo serdecznie pozdrawiamy :-)


sobota, 29 września 2012

Wypalane w drewnie

Jeden z poprzednich wpisów poświęcony był wykonanemu specjalnie dla naszego wnuka (a przy okazji także i na szufladowe wyzwanie) szkolnemu piórnikowi. Piórnik ten, wykonany z drewna ozdobiony został metodą pirografii, czyli wypalania wzoru ozdobnego w drewnie. Ponieważ w naszej lamusikowej praktyce nie jest to technika obca, ani specjalnie nowa, postanowiliśmy poświęcić jej nieco więcej miejsca. Właściwie sami nie bardzo wiemy dlaczego do tej pory nie napisaliśmy o niej nieco szerzej, bo to ciekawy i wdzięczny sposób zdobienia różnorakich przedmiotów nie tylko zresztą wykonanych z drewna. Dzisiaj więc nadrabiamy ten brak.
Pirografia, bo tak uczenie nazywa się technika polegająca na wypalaniu wzoru zdobniczego, czy też rysunku w drewnie, skórze lub innym podatnym na tego rodzaju działanie materiale z pozoru nie wydaje się techniką specjalnie skomplikowaną. Oczywiście koniecznym jest posiadanie odpowiedniego narzędzia do wypalania wzoru na powierzchni zdobionego przedmiotu. Najlepiej chyba do tego celu nadają się specjalne wypalarki do drewna (nie mylić z opalarką!), które przy odrobinie szczęścia można za stosunkowo niewielkie pieniądze nabyć w sklepach z artykułami technicznymi, czasem także w Lidlu bywają. Wiem, że niektórzy używają lutownic... moim zdaniem, to nie jest akurat najwygodniejsze rozwiązanie. Wypalarka działa dokładnie tak samo jak lutownica, z tym, że posiada moc dobraną odpowiednio do celu, w jakim została stworzona, a także posiada najczęściej wymienne końcówki (groty), z których każda używana jest do wypalania innego rodzaju wzoru. Sama technika wypalania nie jest specjalnie skomplikowana. Najpierw przenosimy lub nanosimy na drewno rysunek lub wzór, który chcemy wypalić na jego powierzchni, oczywiście tak, aby po wypaleniu nie był on widoczny. W przypadku wypalania rysunków dobrze jest wydrukować sobie taki wypalany rysunek w skali 1:1 i koniecznie w odcieniach szarości. Pomoże nam to w odpowiednim dobieraniu odcieni wypalanych powierzchni na poszczególnych fragmentach obrazu. Po przygotowaniu odpowiedniego wzoru należy zapewnić sobie sporo czasu, uzbroić się w dużo cierpliwości po czym możemy włączyć wypalarkę i przystąpić do dzieła.
Oczywiście każdy ma swoją technikę wypalania zdobień na powierzchni drewna. Jedni najpierw wypalają kontury, potem cieniują środki, inni wypalają po kolei, jak leci, jeszcze inni mają sobie tylko wiadome sposoby i sztuczki. Każdy kto spróbuje, na pewno dopracuje się swojego, najwygodniejszego dla niego sposobu pracy. Jednak, choć technika pirografii wydaje się prosta, warto pamiętać o kilku sprawach, aby uniknąć rozczarowań. Pamiętajmy, że końcowy efekt w dużej mierze zależy od rodzaju powierzchni, jaką wypalamy, czy jest to lite drewno, czy np. sklejka, czy płyta, czy jeszcze coś innego. Dobrze jest mieć obok kawałek takiego samego materiału i najpierw na nim wypróbować, jak reaguje na nagrzany grot wypalarki. Pamiętać też należy, że wypalony ślad jest trudny do usunięcia, dlatego wypalarką trzeba posługiwać się z rozwagą. Nieznaczne błędy można usunąć przy pomocy ostrego nożyka, ale bardziej znaczących pomyłek nie da się w ten sposób usunąć. W zależności od efektu, jaki zamierzamy uzyskać gotową już, czyli wypaloną pracę można poddać dalszej obróbce, np bejcowaniu, które przyciemni nieco zbyt jasne powierzchnie surowego drewna (stosować z umiarem) czy lakierowaniu, które pracy nadaje efektowny połyskliwy wygląd.
Technika wypalania w drewnie (także np. w twardej skórze) nadaje się do wykonywania obrazów, tablic z napisami, ornamentów zdobniczych itp. Zdobienia wykonane tą techniką nadają drewnianym przedmiotom charakterystyczny, ciepły wygląd doskonale korespondujący z wyglądem drewna.
W naszej lamusikowej praktyce dotychczas wykonaliśmy kilka prac tą techniką, także na zamówienie. Zaprezentujemy trzy z nich.

Wypalany w drewnie rysunek ze zdjęcia własnego.
Praca w trakcie powstawania, niedokończona.

Wypalony w sklejce według zdjęcia własnego portret z dzieckiem.
Praca wykonana na prezent.

Wypalona w sklejce tabliczka ostrzegawcza.
Poniżej ostrzeżenia znajduje się adres, który został zamazany .

Z ostatnią pracą, wiąże się ciekawa historia, bowiem jest to druga tabliczka na naszą furtkę. Pierwsze były dwie tabliczki, jedna z napisem "Uwaga, zły pies" i druga z adresem. Tabliczki owe wykonaliśmy i wisiały sobie przez czas pewien na furtce, aż do momentu, kiedy jedna z nich, ta ostrzegająca przed psem, została... skradziona. Wówczas postanowiliśmy  że tym razem zrobimy jedną tabliczkę, na której znajdzie się i ostrzeżenie przed psem i adres. Jak na razie tabliczka wisi...
A tak na marginesie. Nie wiemy, cieszyć się czy martwić, tym, że nasza praca stała się przedmiotem tak silnego pożądania, że aż została skradziona?